W mieszkaniach typu open space łatwo o chaos. Kuchnia przechodzi w jadalnię, ta z kolei w salon – i zanim się obejrzysz, każde z tych miejsc zaczyna żyć własnym życiem. Zamiast próbować je od siebie oddzielić, warto postawić na płynne, miękkie przejścia. Dzięki temu dom zyskuje nie tylko spójność wizualną, ale też większe poczucie otwartości i lekkości.
Zasłony z lnu czy grubszego woalu potrafią skutecznie oddzielić strefę dzienną od nocnej, a przy tym nie odcinają światła. Jeśli potrzebujesz lekkiego podziału, postaw na ażurowy regał, który jednocześnie będzie funkcjonalny – pomieści książki, rośliny i dekoracje. Dywany to kolejny sposób na subtelne wyznaczenie granic – jeden pod stołem, drugi pod sofą, każdy w innym splocie lub kolorze.
Spójność warto budować również za pomocą powtarzalnych materiałów i kolorów. Jeśli w kuchni masz drewniane fronty, powtórz ich ton w dodatkach w salonie – na przykład w ramkach, półkach lub stoliku kawowym. Użycie tej samej palety kolorów w różnych częściach otwartej przestrzeni pozwoli uzyskać efekt harmonii i „przejścia bez szwu”.
Taka konsekwencja wcale nie oznacza nudy – wręcz przeciwnie. Możesz pobawić się teksturami, zestawiając miękkie tkaniny z surowym drewnem lub szkłem. Ania poleca wprowadzać drobne różnice w odcieniach i fakturach, żeby wnętrze było ciekawe, ale nie rozproszone. Dom to przestrzeń przepływu – niech zaprasza do ruchu, ale i do zatrzymania się tam, gdzie czujesz się najlepiej.
