Rosnące ceny mieszkań sprawiają, że coraz więcej osób urządza przestrzeń o powierzchni 25, 30 czy 40 metrów kwadratowych. Jednocześnie oczekujemy od niej więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Ma być salonem, sypialnią, miejscem pracy i przestrzenią do spotkań z przyjaciółmi.
Nic dziwnego, że producenci mebli rozwijają kategorię określaną jako smart furniture, czyli wyposażenie zdolne do zmiany funkcji w zależności od potrzeb użytkownika. Jednym z najprostszych rozwiązań pozostają wysuwane blaty ukryte pod głównym blatem kuchennym lub w zabudowie meblowej. Po wysunięciu tworzą pełnoprawne stanowisko pracy, a po zakończeniu obowiązków znikają bez śladu.
Coraz większą popularność zdobywają również biurka ukryte w szufladach. Mechanizmy prowadnic pozwalają wysunąć stabilny blat o głębokości wystarczającej do pracy z laptopem. Takie rozwiązanie szczególnie dobrze sprawdza się w kawalerkach, gdzie każdy centymetr przestrzeni ma znaczenie.
Projektanci coraz częściej wykorzystują także systemy składane pionowo. Blat opuszczany ze ściany może w ciągu kilku sekund zmienić się w miejsce pracy lub dodatkowy stół dla gości. Po złożeniu pozostaje niemal niewidoczny.
W nowoczesnych realizacjach pojawiają się również moduły mobilne wyposażone w kółka z blokadami. Jednego dnia pełnią funkcję biurka, następnego stają się barkiem śniadaniowym lub stolikiem pomocniczym.
Przy wyborze takiego rozwiązania warto zwrócić uwagę na nośność mechanizmów. Tanie systemy często dobrze wyglądają na zdjęciach, ale nie radzą sobie z ciężarem monitora czy regularnym użytkowaniem. W przypadku mebli transformowalnych jakość okuć ma znacznie większe znaczenie niż sama estetyka.
Smart furniture nie jest już ciekawostką z targów designu. Dla wielu mieszkańców mikroapartamentów staje się sposobem na wygodne życie bez konieczności rezygnowania z funkcjonalności.
