W małym mieszkaniu dodatkowa lampa nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Kolejna oprawa może zajmować miejsce, zwracać na siebie uwagę albo po prostu zwiększać wizualny chaos. Czasem znacznie lepiej sprawdza się światło, którego źródła prawie nie widać.
Pierwszym miejscem są cokoły mebli. Delikatne światło pod szafką sprawia, że mebel optycznie odrywa się od podłogi. W niewielkiej kuchni lub łazience może dzięki temu wyglądać lżej. Drugim rozwiązaniem jest podświetlenie lustra. Światło wydobywające się zza tafli tworzy miękką poświatę i dodatkowo podkreśla głębię ściany. Szczególnie dobrze sprawdza się to w ciemnych przedpokojach.
Trzecim miejscem są wnęki. Nawet bardzo płytka wnęka z delikatnym światłem może wyglądać jak przemyślana część architektury, a nie przypadkowe zagłębienie w ścianie. Czwarta możliwość to dolna krawędź łóżka lub szafki RTV. Ukryte światło sprawia, że ciężki mebel wizualnie „unosi się” nad podłogą.
Piątym miejscem są półki i zabudowy. Zamiast oświetlać całą powierzchnię równomiernie, można wydobyć z ciemności tylko wybrane przedmioty. To właśnie jest istotą soft luxury. Nie chodzi o to, aby wnętrze świeciło z każdej strony. Najbardziej luksusowo często wygląda światło, którego źródła nie widzimy, ale zauważamy jego efekt.
W małej przestrzeni warto również pamiętać, że oświetlenie nie zastąpi dodatkowych metrów kwadratowych. Może jednak zmienić sposób, w jaki odbieramy proporcje pomieszczenia. Ciemny kąt wydaje się bliższy. Delikatnie rozświetlona ściana – dalsza. I czasem właśnie kilka ukrytych punktów światła daje większy efekt niż kolejna duża lampa na suficie.
